|
Czyli jeden niezadowolony klient na rok. Statystycznie to nie dużo, ale stresowo to jak dla mnie bardzo dużo. Problem tkwi chyba w tym, że Inwestorzy mają wizję do momentu naszego wejścia z robotami, potem w trakcie wykonywania prac, kiedy lokal zaczyna nabierać "wyglądu" wizja się rozmywa i pojawiają się nowe pomysły aranżacji znajomych, rodziny etc... I my zmieniamy długość i obwód sufitów podwieszanych, kolory farb, pólek, półeczek, zabudowy itp. itd... Kiedy mówimy, że to zmienia cenę, to Oni to rozumieją, kiedy dajemy aneks do umowy też rozumieją. Tylko potem robią się Im oczy jak spodki , kiedy przedstawiamy kosztorys powykonawczy i dajemy fakturę. Wtedy zaczyna się prawdziwa weryfikacja wszystkich prac. I krzyk "kontener 400zł????, przecież ja bym to sobie sam wywiózł" Pokazujemy wtedy aneks do umowy i słyszymy "no tak,ale ja tego nie przeliczyłem i nie miałem pojęcia, że to tak zmieni kosztorys powykonawczy" "Za drogo, stanowczo za drogo, proszę dać mi rabat 20%" ;P A klient sam podpisywał "aneks do umowy na zwiększenie zakresu prac remontowych" Coraz trudniej jest mi dawać fakturę do ręki naszym Zleceniodawcom, bo to cmokanie i drapanie się w głowę mówi mi o tym, że będą kłopoty. Teraz zanim dam kosztorys powykonawczy do ręki Zleceniodawcy i fakturę to proszę o całkowity odbiór robót lokalu, choć każdy etap też był odbierany, po to by potem Zleceniodawca mi nie powiedział, że "coś jest źle zrobione i za to to On tyle nie zapłaci" Pozdrawiam Abigail
|